Ile jest „Ja” we mnie. Zaprojektowany pod innych, zawiłe relacje, pułapki światów i kleszcze wymagań. Ile jest w tym mnie, ile jest w tym nas wszystkich. Wymagam od siebie wartości przewartościowanych. Akceptacji w grupie. Dobrego słowa. Uśmiechu. Nagrody. Tylko, czy to wszystko daje komukolwiek szczęście? A co najważniejsze, czy daje mnie?
Twoi znajomi nie przepadają za mną, a ja wolę ich unikać. Mam kilku swoich. Niewielu. Udało nam się osiągnąć wątłą nić porozumienia. Nadrabiamy wolą dialogu. Prowadzimy dyskusje o abstrakcjach, o twardej ziemi pod stopami. O marzeniach. Trzymamy się racjonalizmu i latamy wysoko, chociaż powietrzem oddychamy tym samym, świat przed naszymi oczami, jest zupełnie – zupełnie – inny. Ja bym chciał wszystko zrozumieć i wszystko poznać.
Słyszę muzykę zza zamkniętych powiek. Pamiętam chłód nocy, zieloną soczystość zapachu trawy. Ścinają mnie z nóg wspomnienia, których wolałbym nie pamiętać, sprowadzają do parteru noce bezsenne, sny na jawie, a mimo to wolę królestwo racjonalizmu. Mimo to, widzę granatową czerń nocy i potrafię ją docenić bardziej, zwrócić uwagę mocniej, złamać największy ciężar, na krawędzi jej wątłej wartości – nie dla mnie.
W tym szaleństwie jest metoda. W tym królestwie umysłu, jest spora dawka szaleństwa. Jeżeli jesteś szalony, to tylko najlepszy plan – tę wizję potrafi spełnić. Musisz wymagać od siebie rzeczy wielkich, przerastających twoje możliwości – żeby im sprostać. Zrozumieć różnicę między patrzę i widzę, poza definicją czynności i bierności. Poświęcić – o zgrozo – dobre wychowanie, grzeczność, uprzejmość. W granicach etyki. Wymagań estetyki. Dozwolone wszystko, o czym wiesz.
Wracając do pytania, ile jest „Ja” we mnie, ile jest Projektu, w mojej wolności, a ile ze mnie, mogę dać tym, których cenię najbardziej. Tych z opinią, a nie tych dobrze wychowanych.
Dodaj komentarz